niedziela, 30 kwietnia 2017

3xNIE - czyli produkty, które się u mnie nie sprawdziły.

Rzadko zdarzy mi się kupić produkty, które się kompletnie u mnie nie sprawdzają. Wiadomo, trafiam na takie, które nie zachwycają, ale zwykle jestem w stanie ich trochę poużywać albo znaleźć dla nich odpowiednie zastosowanie. Niestety, te 3 kosmetyki to totalne buble, których jedynym przeznaczeniem jest śmietnik. Jeśli chcecie poznać powody takiej opinii - zapraszam do dalszej części posta. 



1.Marker Golden Rose 
Tym kosmetykiem jestem najbardziej zawiedziona ze wszystkich. Uwielbiam produkty do ust z Golden Rose. Gdy tylko dowiedziałam się o tej nowości, od razu poleciałam na stoisko żeby kupić marker. Długo nie mogłam się zdecydować na kolor, miałam ochotę na więcej niż jeden. Na szczęście zdecydowałam się tylko na numerek 106. 
Po wypróbowaniu kolorów na dłoni byłam wniebowzięta. 106 wydawał się przepięknym i bardzo ciekawym burgundem. Co więcej - nie mogłam zmyć potem swatchy z dłoni w żaden sposób. 
Trwałość tych produktów to zdecydowanie największa ich zaleta. Nie sposób ich niczym zmyć z dłoni, z ust też jest to sporym wyzwaniem. Niestety - przy niechlujnym malowaniu, gdy "wyjedziemy" markerem poza kontur naszych ust - poprawienie tego błędu nie będzie łatwe. Opakowanie, zapach, aplikator łudząco przypominają zwykły marker. Kolejnym plusem więc jest to, że aplikator pozwala na bardzo precyzyjną aplikację i dokładne obrysowanie ust. No dobrze, to w takim razie, w czym aż tak bardzo podpadł mi ten produkt? Nie jestem w stanie w żaden sposób nałożyć go równomiernie na usta. W niektórych miejscach kolor wygląda dobrze, w innych znowu kolor jest tak intensywny, że wygląda na czarny. Prezentuje się to bardzo, bardzo źle... Co więcej - kosmetyk śmierdzi i czuję się jakbym malowała się tym zwykłym biurowym pisakiem... Cena jest dość wysoka jak na Golden Rose, bo 26,90zł. Dodatkowo kolorów jest niewiele i wszystkie z nich są dość ciemne. Niestety, produkt kompletnie nieudany. Pomimo niesamowitej trwałości - najważniejszy jest jednak wygląd, a ten marker przez nierównomierny rozkład koloru prezentuje się po prostu fatalnie na ustach. Nie mam więc ochoty więcej go używać. 


2. Maseczki Marion, Granat, Awokado 
Są to właściwie dwie maseczki, ale nie widziałam sensu w rozdzielaniu ich na osobne produkty, bowiem jedna i druga wywołała u mnie dokładnie ten sam efekt. Opakowanie bardzo zachęcające, łudząco przypomina maseczki Holika Holika. Z Marionem też mam dobre doświadczenia (bardzo lubimy się na przykład z serum, o którym mowa tutaj). Maseczka kosztowala niewiele, za to obietnice producenta spore. Niestety, zarówno jedna, jak i druga maseczka prawie zrobiła mi krzywdę. Po nałożeniu na twarz, zaczęła mnie ona tak niesamowicie piec, że byłam zmuszona momentalnie zmyć maseczki z twarzy. Nie wiem, który ze składników aż tak mocno podrażnił moją twarz... Do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się to z żadną maseczką. Jedyne działanie tych maseczek było takie, że teraz produkty Mariona omijam szerokim łukiem...


3. Korektor Loreal True Match
Korektor zakupiony na ostatniej promocji w Rossmannie. Spośród całej trójki wypada on najlepiej - jestem w stanie go używać. Jednak efekt, który daje jest na tyle tragiczny, że nie mam na to najmniejszej ochoty. Jakie ma plusy? Kolor - jasny, żółty, zapowiadał się naprawdę świetnie. Konsystencja też jest w porządku, kosmetyk dobrze się rozprowadza. Krycie też ma całkiem przyzwoite. Ale... zasycha tworząc dziwną skorupkę pod okiem i niemiłosiernie wchodzi w zmarszczki. W efekcie skóra wygląda jeszcze gorzej niż przed nałożeniem produktu. Cena standardowa na Loreala, ale też dość wysoka - 36zł bez promocji. Dobrze, że zdecydowałam się na niego właśnie teraz. Przynajmniej mniej pieniędzy straciłam.



Być może u kogoś te produkty sprawdzają się rewelacyjnie. U mnie niestety żaden z nich się nie sprawdził i na pewno ich nawet nie zużyję do końca...

15 komentarzy:

  1. Szkoda, że korekor sie u Ciebie nie sprawdził bo jest bardzo polecany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że Loreal coś pozmieniał w składzie i popsuł ten korektor :(

      Usuń
  2. Oo a u mnie ten korektor wygląda dosyć dobrze, ale jestem za to średnio zadowolona z jego krycia :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie niestety wygląda fatalnie... Z tym że ja mam cerę suchą - być może to też swoje robi...

      Usuń
  3. Czytałam wiele pozytywnych opinii o maseczkach Marion, ale widzę, ze u ciebie kompletnie się nie sprawdziły...;/
    Pozdrawiam
    marusitestowanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. o rany... faktycznie niesamowite buble, nie wiem nawet który najgorszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam żadnego z nich, całe szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o maseczki i ich działanie to doskonale Cię rozumiem. Bardzo podobną przygodę przeżyłam z kremem do twarzy, który o mały włos wręcz nie poparzył mi skóry. Na początku myślałam, że to zamierzony efekt (skóra robiła się przyjemnie ciepła, a po kilku chwilach wręcz rozpalona), patrząc w lusterko miałam ogromne czerwone plamy na całej twarzy. Byłam wtedy przerażona, natychmiast zmyłam krem z twarzy i nigdy więcej juz go nie użyłam. Nie wiem co wywołało tak silną reakcję alergiczną ale naprawdę się wtedy najadałam strachu

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś uwielbiałam ten korektor, a teraz - kolorystycznie jest dla mnie za żółty :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie ten korektor jest mega ciemny i pomarańczowy, a wszyscy tak zachwalają, że jasny :(

    Na maseczki miałam ochotę, więc dzięki wielkie za ostrzeżenie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wpisuję na czarną listę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze wiedzieć na przyszłość! :) :*

    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam jeszcze okazji wypróbować tych kosmetyków ale firma Marion niestety nie kojarzy mi się najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Żadnego z tych kosmetyków nigdy nie miałam i raczej po nie nie sięgnę... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nic z tych rzeczy nie miałam. Dobrze wiedzieć, będę się wystrzegać.

    OdpowiedzUsuń